Headphones.
Tego ranka Eve, jak co dzień o tej porze, słuchała muzyki przez słuchawki. Muzyki niestety zbyt ciężkiej, by robić to inaczej, a jednocześnie męczyć sąsiadów i rodziców. W pewnej chwili coś zaczęło przerywać, następnie popłynęły tylko urywki piosenki, aż zapadła zupełna cisza.
— Cholera! — wymamrotała, siadając. Po sprawdzeniu sprzętu westchnęła. To był już koniec żywota słuchawek, które traktowała jak własne dzieci. Zaraz po śniadaniu, jako że była to sobota, przeszukiwała sklepy internetowe w poszukiwaniu nowych. Nie znalazła nic i, gdy już miała zamiar zamknąć przeglądarkę, ta sama z siebie przekierowała ją na jakąś stronę o ciemnym wyglądzie i ciągiem dziwnych znaków, zamiast nazwy. Jednak poniżej w ofertach sprzedaży rzucały się w oczy piękne słuchawki, nie różniące się niczym od jej własnych. Dziewczyna wówczas nie przejęła się tym, że były używane i bez jakiegokolwiek namysłu zamówiła je. W poniedziałek zastała przed drzwiami paczkę. Rozglądała się zdziwiona wokół, bowiem, mimo że ktoś zadzwonił do drzwi, nie zastała tam kuriera bądź przynajmniej odjeżdżającego wozu z charakterystycznym logo. Wzruszyła więc ramionami, zabrała pakunek i ruszyła do swojego pokoju go otworzyć. Nowy nabytek wyglądał tak, jak oczekiwała, ale od starych słuchawek te różnił tylko jeden element. Ciąg dziwnych znaków na pasku.Od razu nasunęła jej się na myśl strona. Poza tym wszystko było normalne, tylko czaszka namalowana z boku teraz miała jakby bardziej złe spojrzenie.
Wreszcie Eve założyła je na uszy i puściła pierwszą piosenkę z odtwarzacza. Przez pierwsze kilka minut piosenki delektowała się świetnej jakości dźwiękiem, ale to szybko się skończyło. Muzykę nagle zastąpiły mrożące krew w żyłach krzyki dzieci, kobiet i mężczyzn, udręczone jęki oraz wiele innych odgłosów, których Eve nie mogła i nie chciała identyfikować. Krzyknęła i rzuciła słuchawki na podłogę jak najdalej od siebie. Serce kołatało jej ciężko w piersiach. Odtworzyła ten utwór jeszcze raz pewna, że to z nim było coś nie tak, choć słuchała go wiele razy. Zrobiła to, ale wiedziała że to nie wada jej telefonu. Wzrok spoczął na słuchawkach. Wzięła je ponownie i tym razem wybrała inną piosenkę. Znów to samo. Nie miała pojęcia jak to możliwe. Wirus? Bez sensu. Westchnęła, odłożyła wszystko na swoje miejsce i zasiadła za biurkiem, by odrobić lekcje. Czuła niepokój, który potęgował dodatkowo fakt, że była sama w domu. Wieczorem rodzice po raz kolejny zaprosili znajomych na pijackie posiedzenie. Choć był początek tygodnia. Dziewczyna wolała wtedy pozostać w swoim pokoju. Normalnie mogła odciąć się od tego wszystkiego dzięki słuchawkom, lecz cóż miała zrobić teraz? Nie miała wyboru, wzięła sprzęt i położyła się na łóżku. Nie wytrzymała. Już rechoty pijanych ludzi w salonie były lepsze od...od tego czegoś. Następnego dnia podświadomie spakowała je do plecaka. Zrobiono jej awanturę o rysunek i zaprowadzono do pedagoga. Po długiej rozmowie zrezygnowana wyszła z gabinetu i poszła do domu. W parku zatrzymała się i wyjęła słuchawki. W nagłym przypływie złości cisnęła nimi w drzewo, a potem zdeptała. Jednak po jej ataku pozostało tylko kilka rys. Wizyta u tej nieprzyjemnej kobiety zepsuła jej cały dzień. Mijały kolejne dni, a ona nie przestała malować swoich surrealistycznych dzieł. Pomimo tego, dorośli dopatrywali się w nich czegoś ludzkiego i karali ją za to, co przedstawiła im ich własna wyobraźnia. W takim razie czy to nie oni sami powinni zastanowić się nad sobą? Słuchawki leżały porzucone na półce, a Eve omijała je wzrokiem. Potrzebowała muzyki, prywatności oferowanej przez słuchawki, dlatego w czwartek po południu weszła do salonu, gdzie leżała jej matka z zimnym okładem na czole.
— Mamo? — spytała nieśmiało. Wiedziała, że jest ona teraz skonfundowana kacem. Po raz kolejny. Ojciec zapewne odsypiał nieprzespaną noc, przez co znowu zaniedbał obowiązek pójścia do pracy. Dziewczyna obawiała się, że w końcu ją straci.
— O co chodzi, mała? — wymamrotała kobieta, odwróciwszy z trudem głowę w jej stronę.
— Te nowe słuchawki...one są zepsute. Naprawdę potrzebuję kolejnych.
Jej matka jęknęła i nałożyła worek z lodem z powrotem na czoło. Eve zastanawiała się jak poszła do pracy w obecnym stanie.
— Kochanie, mama jest zmęczona, wiesz. Nie mam siły. Kiedy indziej.
— To samo mówiłaś ostatnim razem.
— Nie przypominam sobie.
— Trzeba było tyle nie pić! — krzyknęła wreszcie jej córka ze łzami w oczach i uciekła do swojego pokoju.
— Mała, nie poczynaj sobie! — zdenerwowała się matka, ale po jej zniknięciu ukryła twarz w dłoniach, a jej ciałem wstrząsnął szloch.
Oczy dziewczyny z czasem zrobiły się napuchnięte i nieprzytomne. Nie spała i przestała chodzić do szkoły. Jej rodzice nie zauważyli tego, bezskutecznie walcząc z nałogiem. Eve bagatelizowała wszystkie zdarzenia, które miały miejsce wokół niej i bynajmniej nie zasługiwały na miano normalne. Były to spadające przedmioty, nagłe obniżenia temperatury w pomieszczeniu, lodowaty wiatr i inne jeszcze zjawiska, jakie uznała za halucynacje wywołane brakiem snu. Tydzień później w piątkowy wieczór rodzice zrobili jej awanturę za opuszczanie lekcji. Stała w brudnym salonie milcząca, wpatrując się obojętnie w okno, podczas gdy oni tym razem kłótnię rozpoczęli pomiędzy sobą. Cicho poszła do swojej sypialni. Leżała na łóżku i znowu bazgrała jeden ze swoich rysunków. Na zewnątrz głośno huczał wiatr, a krople deszczu waliły w szyby. Od czasu do czasu również błyskało się. Eve spojrzała na słuchawki tęsknym wzrokiem. Namalowana czaszka śmiała się... Nagle lampa zamrugała, a gdy dziewczyna spojrzała na kartkę zeszytu, przez moment na rysunku widniało napisane krwią słowo:"Posłuchaj". Przerażona potarła oczy. Gdy to zrobiła, efekt zniknął. Słuchawki schowała do szafki kierowana impulsem podświadomości. W ciągu ostatniego tygodnia każdej nocy przespała zaledwie dwie godziny. Potem czekała do rana, gapiąc się w sufit. Teraz odłożyła zeszyt i wsunęła się pod kołdrę, lecz kiedy już zasnęła, rzucała się w łóżku. Śniła o rękach wychodzących ze słuchawek, by ją udusić. Gdy zagrzmiało, zerwała się z poduszki. W przebłysku światła pod oknem dostrzegła ciemną sylwetkę nieznanej osoby. Przez chwilę ciemności siedziała nieruchomo, zapominając o oddychaniu. Gdy znów na moment zrobiło się jasno, postać stała już przy jej łóżku. Eve zaczęła krzyczeć. Rodzice jednak nie przybiegli. Znów byli w pracy. Nagle zdała sobie sprawę, że nie potrafi poruszyć żadną kończyną. Jej krzyk pozostał niemy. Przybysz podszedł do szafki, skąd wyjął wadliwe słuchawki. Włożył je na głowę dziewczyny, a wrzaski wypełniły jej umysł, aż z uszu pociekły pierwsze strużki krwi. Ból przywrócił ciału Eve zdolność ruchu. Nastolatka spróbowała skoczyć do drzwi, ale silna, zimna dłoń złapała ją za kostkę i ściągnęła w dół. Z łomotem upadła na podłogę.
— Zostań. Posłuchaj. — Usłyszała szorstki, łamliwy głos. Dziewczyna po raz pierwszy od dłuższego czasu zaczęła płakać. Wiedziała, że błaganie tej istoty nic nie da. Zdążyła tylko spytać kim jest. Po krótkim milczeniu odparł:
— Symfonią cierpienia. — Istota podniosła Eve, w drugą dłoń schwyciła kabel słuchawek. Burza odeszła, pozostawiwszy głuchą ciszę i liście skrzące się w świetle księżyca. Do pokoju samotnej dziewczynki jego blade światło nie dotarło, a wrzask cierpiącej Eve stał się tylko jednym z wielu.
Kolekcjoner wziął do rąk słuchawki i założył na łysą głowę.
— Symfonia cierpienia — powtórzył, zaśmiał się i odszedł, by szukać następnych ofiar.
— Cholera! — wymamrotała, siadając. Po sprawdzeniu sprzętu westchnęła. To był już koniec żywota słuchawek, które traktowała jak własne dzieci. Zaraz po śniadaniu, jako że była to sobota, przeszukiwała sklepy internetowe w poszukiwaniu nowych. Nie znalazła nic i, gdy już miała zamiar zamknąć przeglądarkę, ta sama z siebie przekierowała ją na jakąś stronę o ciemnym wyglądzie i ciągiem dziwnych znaków, zamiast nazwy. Jednak poniżej w ofertach sprzedaży rzucały się w oczy piękne słuchawki, nie różniące się niczym od jej własnych. Dziewczyna wówczas nie przejęła się tym, że były używane i bez jakiegokolwiek namysłu zamówiła je. W poniedziałek zastała przed drzwiami paczkę. Rozglądała się zdziwiona wokół, bowiem, mimo że ktoś zadzwonił do drzwi, nie zastała tam kuriera bądź przynajmniej odjeżdżającego wozu z charakterystycznym logo. Wzruszyła więc ramionami, zabrała pakunek i ruszyła do swojego pokoju go otworzyć. Nowy nabytek wyglądał tak, jak oczekiwała, ale od starych słuchawek te różnił tylko jeden element. Ciąg dziwnych znaków na pasku.Od razu nasunęła jej się na myśl strona. Poza tym wszystko było normalne, tylko czaszka namalowana z boku teraz miała jakby bardziej złe spojrzenie.
Wreszcie Eve założyła je na uszy i puściła pierwszą piosenkę z odtwarzacza. Przez pierwsze kilka minut piosenki delektowała się świetnej jakości dźwiękiem, ale to szybko się skończyło. Muzykę nagle zastąpiły mrożące krew w żyłach krzyki dzieci, kobiet i mężczyzn, udręczone jęki oraz wiele innych odgłosów, których Eve nie mogła i nie chciała identyfikować. Krzyknęła i rzuciła słuchawki na podłogę jak najdalej od siebie. Serce kołatało jej ciężko w piersiach. Odtworzyła ten utwór jeszcze raz pewna, że to z nim było coś nie tak, choć słuchała go wiele razy. Zrobiła to, ale wiedziała że to nie wada jej telefonu. Wzrok spoczął na słuchawkach. Wzięła je ponownie i tym razem wybrała inną piosenkę. Znów to samo. Nie miała pojęcia jak to możliwe. Wirus? Bez sensu. Westchnęła, odłożyła wszystko na swoje miejsce i zasiadła za biurkiem, by odrobić lekcje. Czuła niepokój, który potęgował dodatkowo fakt, że była sama w domu. Wieczorem rodzice po raz kolejny zaprosili znajomych na pijackie posiedzenie. Choć był początek tygodnia. Dziewczyna wolała wtedy pozostać w swoim pokoju. Normalnie mogła odciąć się od tego wszystkiego dzięki słuchawkom, lecz cóż miała zrobić teraz? Nie miała wyboru, wzięła sprzęt i położyła się na łóżku. Nie wytrzymała. Już rechoty pijanych ludzi w salonie były lepsze od...od tego czegoś. Następnego dnia podświadomie spakowała je do plecaka. Zrobiono jej awanturę o rysunek i zaprowadzono do pedagoga. Po długiej rozmowie zrezygnowana wyszła z gabinetu i poszła do domu. W parku zatrzymała się i wyjęła słuchawki. W nagłym przypływie złości cisnęła nimi w drzewo, a potem zdeptała. Jednak po jej ataku pozostało tylko kilka rys. Wizyta u tej nieprzyjemnej kobiety zepsuła jej cały dzień. Mijały kolejne dni, a ona nie przestała malować swoich surrealistycznych dzieł. Pomimo tego, dorośli dopatrywali się w nich czegoś ludzkiego i karali ją za to, co przedstawiła im ich własna wyobraźnia. W takim razie czy to nie oni sami powinni zastanowić się nad sobą? Słuchawki leżały porzucone na półce, a Eve omijała je wzrokiem. Potrzebowała muzyki, prywatności oferowanej przez słuchawki, dlatego w czwartek po południu weszła do salonu, gdzie leżała jej matka z zimnym okładem na czole.
— Mamo? — spytała nieśmiało. Wiedziała, że jest ona teraz skonfundowana kacem. Po raz kolejny. Ojciec zapewne odsypiał nieprzespaną noc, przez co znowu zaniedbał obowiązek pójścia do pracy. Dziewczyna obawiała się, że w końcu ją straci.
— O co chodzi, mała? — wymamrotała kobieta, odwróciwszy z trudem głowę w jej stronę.
— Te nowe słuchawki...one są zepsute. Naprawdę potrzebuję kolejnych.
Jej matka jęknęła i nałożyła worek z lodem z powrotem na czoło. Eve zastanawiała się jak poszła do pracy w obecnym stanie.
— Kochanie, mama jest zmęczona, wiesz. Nie mam siły. Kiedy indziej.
— To samo mówiłaś ostatnim razem.
— Nie przypominam sobie.
— Trzeba było tyle nie pić! — krzyknęła wreszcie jej córka ze łzami w oczach i uciekła do swojego pokoju.
— Mała, nie poczynaj sobie! — zdenerwowała się matka, ale po jej zniknięciu ukryła twarz w dłoniach, a jej ciałem wstrząsnął szloch.
Oczy dziewczyny z czasem zrobiły się napuchnięte i nieprzytomne. Nie spała i przestała chodzić do szkoły. Jej rodzice nie zauważyli tego, bezskutecznie walcząc z nałogiem. Eve bagatelizowała wszystkie zdarzenia, które miały miejsce wokół niej i bynajmniej nie zasługiwały na miano normalne. Były to spadające przedmioty, nagłe obniżenia temperatury w pomieszczeniu, lodowaty wiatr i inne jeszcze zjawiska, jakie uznała za halucynacje wywołane brakiem snu. Tydzień później w piątkowy wieczór rodzice zrobili jej awanturę za opuszczanie lekcji. Stała w brudnym salonie milcząca, wpatrując się obojętnie w okno, podczas gdy oni tym razem kłótnię rozpoczęli pomiędzy sobą. Cicho poszła do swojej sypialni. Leżała na łóżku i znowu bazgrała jeden ze swoich rysunków. Na zewnątrz głośno huczał wiatr, a krople deszczu waliły w szyby. Od czasu do czasu również błyskało się. Eve spojrzała na słuchawki tęsknym wzrokiem. Namalowana czaszka śmiała się... Nagle lampa zamrugała, a gdy dziewczyna spojrzała na kartkę zeszytu, przez moment na rysunku widniało napisane krwią słowo:"Posłuchaj". Przerażona potarła oczy. Gdy to zrobiła, efekt zniknął. Słuchawki schowała do szafki kierowana impulsem podświadomości. W ciągu ostatniego tygodnia każdej nocy przespała zaledwie dwie godziny. Potem czekała do rana, gapiąc się w sufit. Teraz odłożyła zeszyt i wsunęła się pod kołdrę, lecz kiedy już zasnęła, rzucała się w łóżku. Śniła o rękach wychodzących ze słuchawek, by ją udusić. Gdy zagrzmiało, zerwała się z poduszki. W przebłysku światła pod oknem dostrzegła ciemną sylwetkę nieznanej osoby. Przez chwilę ciemności siedziała nieruchomo, zapominając o oddychaniu. Gdy znów na moment zrobiło się jasno, postać stała już przy jej łóżku. Eve zaczęła krzyczeć. Rodzice jednak nie przybiegli. Znów byli w pracy. Nagle zdała sobie sprawę, że nie potrafi poruszyć żadną kończyną. Jej krzyk pozostał niemy. Przybysz podszedł do szafki, skąd wyjął wadliwe słuchawki. Włożył je na głowę dziewczyny, a wrzaski wypełniły jej umysł, aż z uszu pociekły pierwsze strużki krwi. Ból przywrócił ciału Eve zdolność ruchu. Nastolatka spróbowała skoczyć do drzwi, ale silna, zimna dłoń złapała ją za kostkę i ściągnęła w dół. Z łomotem upadła na podłogę.
— Zostań. Posłuchaj. — Usłyszała szorstki, łamliwy głos. Dziewczyna po raz pierwszy od dłuższego czasu zaczęła płakać. Wiedziała, że błaganie tej istoty nic nie da. Zdążyła tylko spytać kim jest. Po krótkim milczeniu odparł:
— Symfonią cierpienia. — Istota podniosła Eve, w drugą dłoń schwyciła kabel słuchawek. Burza odeszła, pozostawiwszy głuchą ciszę i liście skrzące się w świetle księżyca. Do pokoju samotnej dziewczynki jego blade światło nie dotarło, a wrzask cierpiącej Eve stał się tylko jednym z wielu.
Kolekcjoner wziął do rąk słuchawki i założył na łysą głowę.
— Symfonia cierpienia — powtórzył, zaśmiał się i odszedł, by szukać następnych ofiar.
Wiatr poruszał zasłonami w pokoju Eve, okno pod jego wpływem delikatnie uderzało o ścianę. Matthew i Judy wracający od znajomych spostrzegli to natychmiast, pomimo złego samopoczucia. Dopadli do drzwi domu, stamtąd do sypialni ich córki. Ujrzawszy swoje dziecko, Judy wpadła w histerię, wrzeszczała do utraty tchu, zaś Matt pobladły do odcienia kartki papieru upadłby, gdyby uprzednio nie podparł się o ścianę. Sekundę później pognał do łazienki zwrócić całą zawartość żołądka. Lampa imitująca kwiat lotosu swoją podstawą oderwała się od sufitu, wisząc na kilku ostatnich przewodach. Poniżej ponad obudową zawiązany ciasno kabel utrzymywał zwiotczałe ciało martwej Eve. Wrzynał się w jej szyję, tworząc wrażenie, jakby głowa nie należała do korpusu. Słuchawki tylko to potęgowały. Puszysty niegdyś dywan był usiany narządami dziewczyny, których morderca pospiesznie pozbywał się z ciała, żeby dostać się do kości. Bo w rzeczy samej większość znikła. Nastolatka wyglądała jak zakrwawiony worek z mięsa, włosów oraz mięśni i ścięgien na wierzchu. Jedno z oczu wisiało na nerwie wzrokowym i powoli traciło trzymanie.
— Eveeeee! — wyła jej matka. Sąsiedzi zaalarmowani hałasem zebrali się w mieszkaniu, ale dopiero po pewnym czasie ktoś ocknął się i zadzwonił po policję. Matthew uklęknął przed trupem córki i łkał z nieprzytomnym spojrzeniem wbitym w dłonie, aż zabrali go funkcjonariusze. Na miejscu znaleźli się również śledczy. Jeden z nich, młody mężczyzna, zmarszczył brwi, oglądając słuchawki.Gdzie ja je widziałem? — zadał sobie pytanie.
W najbliższych miesiącach na rynku dużą popularnością cieszyły się słuchawki nowej firmy o dumnej nazwie "Symphony". Czaszka na nausznikach i dziwne znaki na pałąku skusiły ogromną rzeszę ludzi...
— Eveeeee! — wyła jej matka. Sąsiedzi zaalarmowani hałasem zebrali się w mieszkaniu, ale dopiero po pewnym czasie ktoś ocknął się i zadzwonił po policję. Matthew uklęknął przed trupem córki i łkał z nieprzytomnym spojrzeniem wbitym w dłonie, aż zabrali go funkcjonariusze. Na miejscu znaleźli się również śledczy. Jeden z nich, młody mężczyzna, zmarszczył brwi, oglądając słuchawki.Gdzie ja je widziałem? — zadał sobie pytanie.
W najbliższych miesiącach na rynku dużą popularnością cieszyły się słuchawki nowej firmy o dumnej nazwie "Symphony". Czaszka na nausznikach i dziwne znaki na pałąku skusiły ogromną rzeszę ludzi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz